Sen był dziś bardzo zawiły. Najpierw przyszedł brat cioteczny, bo wyrzuciła go żona z domu. Był cały obszarpany, wychudły i jakiś taki zasuszony. Domagał się mojego pokoju, gdyż kiedyś był jego - Po tym jak przejął go po mojej matce - pomyślałam wrednie. Ogólnie łaził po mieszkaniu i mimo, iż wywalony od siebie, to żartował jak to on i miał całkiem niezły humor. We śnie zastanawiałam się, czemu nikt go nie zapytał dlaczego żona wyrzuciła go z domu, ale chyba nie wypadało zapytać... Zirytowało mnie to i zmieniłam scenerię, czasem mi się to udaje.
Biegnę, jest cudny poranek, świeci słońce, jest mi przyjemnie. Biegam po Warszawie, ale mojej Warszawie, zawsze jak śnię, że biegam w rodzinnym mieście to jest to ono, ale tylko z nazwy. Biegnę uliczkami, których w Warszawie nie ma, myślę o promieniach słońca na mojej twarzy, że zaraz przebiegnę koło kamienicy kolegi architekta. Myślę, że przecież normalnie kamienica Joe jest gdzie indziej, ale w sumie tu wygląda ładniej. Skręcam i biegnę jak zwykle tą samą małą uliczką, często ją widzę we śnie, ale nigdy na żywo jej nie widziałam. Wybiegam z uliczki na wał nad Wisłą, jest większy, wyższy, cały w zielonej trawie. Most jest, ale zupełnie inny, bardzo mi się podoba. Podziwiam go w biegu. W końcu się męczę, znowu robię zmianę scenerii.
Jestem na imprezie w jakimś mieszkaniu, jest ze mną Elsi, jej facet, Lorenzo i Adolf i jakiś sztuczny tłum, jak to na imprezie w moim śnie. Domówka całkiem niezła, śmiejemy się, pijemy. Robi się późno, a zabawa wre. W końcu Lorenzo mówi, że czas zmienić lokal, Elsi i jej facet jednak zostają, więc idziemy we trójkę z chłopakami. Po wyjściu Lorenzo stwierdza, że mu zimno, i że idzie do domu. Adolf mówi - Maryyy! Chodź do mnie! Zrobimy wołowinę i jeszcze cośdobrego, napijemy sięjakieswino! - jest wstawiony, mówi już bełkotliwie, ale się godzę, myślę - Wie bestia jak mnie skusić - i idę z Nim. Idziemy przez starówkę, ale taką z mojego snu, niby podobna do realnej, ale inna, podziwiam szerokie alejki pełne sztucznego światła. Po drodze coś mu odbija i się na mnie rzuca w akcie gwałtu, jednak ja się nie daję, jest zbyt pijany żeby dać mi radę. Podchodzi jakaś zaniepokojona dziewczyna, wysoka z długimi ciemno blond włosami w długim ciemno beżowym płaszczu zimowym i pyta - Co się stało, czy jakoś pomóc? - Adolf się uspokaja po jej pytaniu, widocznie nie zdawał sobie sprawy, że jest w miejscu publicznym. Z ulgą zabieram go do domu, po słonecznym bieganiu latem, przeniosłam się z powrotem w zimę i nie mogę go zostawić pijanego w taki mróz.
Jesteśmy już u Niego, oczywiście nie tak w rzeczywistości wygląda Jego mieszkanie, przeniosłam go w śnie do ładnej kamienicy, wystrój jest nieco staroświecki, ale przyjemny. Kładę go na łóżko, znowu mu odbija. Ciągnie mnie za sobą, wiem czego chce, ale nie mam ochoty. Wyrywam mu się, ale chyba już nabrał sił. Nie wiem co zrobić zaczynam się bać. W końcu decyduję się zrobić coś dziwnego, nie wiem skąd mi to przyszło do głowy, wierzę tylko w siłę wyższą, nie jestem chrześcijanką, ale szybko nakreślam mu krzyż na czole, ustach i sercu. Ku mojemu zdziwieniu od razu Adolf przestaje się rzucać i zamyka oczy. Zasypia, kiedy oddycha już miarowo, przytulam się do Niego na wąskim łóżku i sama zasypiam, Kiedy już zasnęłam we śnie obudziłam się do prawdziwego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz