Dziś we śnie kupowałam białe, dorodne grejpfruty. Były naprawdę zacne i musiałam je mieć, jak już je kupiłam, zaczęłam śnić film. Głównym charakterem był Ron Perlman, a Clint Eastwood grał małą rolę, acz istotną. Ron śmigał wszędzie na Harleyu i wyglądał groźnie używając "tego swojego spojrzenia". Cały w skórach, brudny od kurzu autostrad, jeździł tylko i wyglądał groźnie, aż w końcu spojrzał się tak na Clinta, który grał szefa jakiejś zapomnianej stacji benzynowej na pustyni. Clint spojrzał się na Niego "swoim spojrzeniem" i Perlman, skruszony zapłacił za benzynę, batonik i ruszył prędko w dalszą drogę. W tym miejscu sen mi się skończył... W sumie logicznie, bo filmy zawsze kończą się, gdy ktoś odjeżdża w stronę zachodzącego słońca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz