W sobotę śniło mi się, że chciałam wracać autobusem po spotkaniu z Aliszją, ale ni stąd ni zowąd nadjechał Stocki w sportowym samochodzie, ale takim nietypowym, bez bocznych szyb, z pasami na X i z jakiegoś lekkiego tworzywa do tego w kolorze chitynowego pancerzyka żuka... Zapytał, czy mnie gdzieś podwieźć, to powiedziałam, że czemu nie. Wsiadam i jedziemy z pod Dworca Centralnego, piękny słoneczny dzień, wręcz skwarny, ale lubię takie. Myk jak to w moich snach bywa i jesteśmy na autostradzie, a ja myślę, że to nie droga do mnie do domu, ale co tam, ładny dzień na jazdę. Przed nami przejazd nad mostem, dziwne bo most nie ma barierek. Stocki zbacza z kursu, patrzę na niego a on je kanapkę z salami i mówi, że drugie śniadanie... W tym czasie koło przekraczają już most i w zwolnionym tempie, gładko jak piórko puszczone w powietrzu opadamy ku gładkiej tafli wody. Okazuje się, że głeboko nie jest, a samochód i tak się nie topi, bo lekki i z tego podejrzanego tworzywa. Wychodzimy nasze nogi zanurzają się tylko do kolan i roześmiani wyciągamy samochód z wody, który okazuje się być bardzo lekki. Śmiech, słońce, kanapki i sportowy samochód w kolorze żuczkowego pancerza. Sen się skończył.
Wczoraj natomiast śniło mi się coś strasznego, jakiś koszmar, teraz jak staram się skupić o czym był, to ktoś mnie dźgał nożem, tak, że aż się obudziłam, gdy moim ciałem coś wstrząsało przez sen.
Martwię się, że dziś też mi się coś złego przyśni... Po za tym znowu gadam przez sen, ruszam się dziwnie, i możliwe, że lunatykuję, miewam siniaki rano tam gdzie ich przed snem nie było.
wtorek, 29 października 2013
środa, 17 kwietnia 2013
Zęby w podniebieniu
Śniło mi się, że mam zęby w górnym podniebieniu, że dopiero wychodzą, że ósemki znowu zaczynają wychodzić, że już nie ma nadziei na zdrowy uśmiech. Moje i tak pokrzywione uzębienie zostało zaatakowane przez nowe "szalone" zęby. Okropny sen tak już z perspektywy osoby obudzonej.
poniedziałek, 4 marca 2013
Rowery i przygoda z Łosiem
Znowu jedziemy z Babą na rowerach. Z szosy pełnej słońca wjeżdżamy do lasu sosnowego. Jestem trochę zagubiona w czasie, nie jestem pewna czy po zatrzymaniu się chcemy rozbić obóz, czy jak to we śnie coś przeskoczyło i już zbieramy obóz, ale mniejsza z tym. Kręcąc się po obozowisku zauważamy wielkiego Łosia. Łypiąc na nas groźnie rusza do szarży. Baba gdzieś znika, ja wskakuję na drzewo. Nie wiem gdzie zniknął mój towarzysz, zbytnio jestem zajęta trzymaniem się lichych gałęzi sosny, żeby nie spaść gdy rozwścieczony Łoś wali w pień. Nagle złośliwy zwierz uderza tak mocna, że wbija się częścią poroża w drzewo. Nie może się wydostać. Nie wiem ile czasu minęło, ale widzę, ze dzikie zwierze się zmęczyło i opada z sił. Postanawiam zejść, pojawia się Baba. Wpadamy na pomysł, żeby zebrać obóz czym prędzej, a przed odjazdem odciąć kawałek rogu który utknął Łosiowi w sośnie. Boję się, Baba chyba też nie jest pewien co właściwie robimy, ale zostawienie tego Łosia samemu sobie, pewnie oznaczało by dla Niego śmierć. Piłką do metalu odcinamy kawałek poroża, który utknął w drzewie. Łoś już wolny, ma nas gdzieś, idzie sobie, nieco się zataczając. My odjeżdżamy czym prędzej nie czekając, aż zmieni zdanie.
Udało Nam się przed odjazdem wydobyć część poroża z pnia, postanawiamy zrobić sobie po powrocie wisiory z kości ,u Lutka, na pamiątkę.
Udało Nam się przed odjazdem wydobyć część poroża z pnia, postanawiamy zrobić sobie po powrocie wisiory z kości ,u Lutka, na pamiątkę.
środa, 27 lutego 2013
Strupy na kolanach
Kolejny sen był o moich strupach na nodze. Dość dziwny, bo je zrywałam, a przecież wiem, że nie można bo będą blizny. Dziewczyny z uczelni prosiły, żeby tego nie robić, a ja jakoś i tak to zrobiłam. Po tym zabiegu wyłączył się w śnie dźwięk. Wszyscy mieli zawiedzione miny. Ale nikt nic nie mówił, jakby wiedzieli, że to nie ma sensu, bo wyglądali by jak ryby. Totalna cisza. Budzę się sprawdzić co z moimi kolanami, ah okey, nie będzie blizn.
Rower
Jadę na rowerze, jest upał, ale w pędzie go nie czuję, skądś dosięga mnie miły powiew bryzy. Widzę wszystko nagle jak na filmie, Baba jedzie obok mnie, uśmiechamy się do siebie, śmiejemy z czegoś, może z samego pędu i radości jazdy. Jest dobrze, sen się kończy.
czwartek, 31 stycznia 2013
Tępym nożem kroję
Kłótnia z matką. Nie pamiętam już o co w śnie to było, ale jak to tylko
ona potrafi doprowadza mnie do szału. Tym razem dzieje się coś
niezwykłego i nieco strasznego, nie wytrzymuję. Mam już tak dosyć, czuję
się tak bezsilna w tym śnie. Ogarnia mnie jakaś chora chęć mordu, jakbym
nie była już sobą, człowiekiem, w ogóle. Jest tylko tępy nóż i moja
dłoń. We śnie już nie myślę, może tak właśnie czują się zwierzęta? Są
tylko kolory i jakaś dzika furia. Patrzę na moją prawą dłoń i ją kroję
tym tępym nożem, nie mogę, ale się staram, bardzo się staram. Zostają
trzy krwawe bruzdy na dłoni. Nagle znów mogę myśleć, i myślę "Cholera co
jest?".
Śni mi się jeszcze coś innego. Nie pamiętam teraz już co to było. Wcześniejszy sen był zbyt mocny, żeby coś jeszcze po nim zapamiętać.
Śni mi się jeszcze coś innego. Nie pamiętam teraz już co to było. Wcześniejszy sen był zbyt mocny, żeby coś jeszcze po nim zapamiętać.
niedziela, 27 stycznia 2013
Ciągle te włosy
Blond platynowe włosy. Ku mojemu zadziwieniu moje. Widzę się tylko od tyłu, ale wiem po chwili, że to ja. Jestem wkurzona, zadziwiona i trochę też mi smutno. Koniec snu, nudzi mnie irytacja, że nic się w śnie nie zmienia, ciągle tylko te włosy od tyłu z różnych punktów...
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Wizja przyszłości i dziwne zjawiska
Jakieś 3 noce temu śniło mi się, że mam czytnik kart pamięci microSD wbudowany zamiast CD'romu, bardzo się cieszyłam we śnie, że to mam jednak jak się obudziłam, czytnik rozpłynął się w powietrzu niczym fatamorgana...
Dwie noce później śniły mi się też dziećmi, którymi okazyjnie się zajmuję, chcę je wziąć na sanki, ale śniło mi się, że jest lato, więc wzięłam je na lody, jednakże w lodziarni było strasznie zimno. Dziwne było to, że lody które dostaliśmy topiły się... Było tam strasznie zimno od klimy. Tak było chłodno, że aż się obudziłam.
Dwie noce później śniły mi się też dziećmi, którymi okazyjnie się zajmuję, chcę je wziąć na sanki, ale śniło mi się, że jest lato, więc wzięłam je na lody, jednakże w lodziarni było strasznie zimno. Dziwne było to, że lody które dostaliśmy topiły się... Było tam strasznie zimno od klimy. Tak było chłodno, że aż się obudziłam.
niedziela, 13 stycznia 2013
Android
Idę uliczką, jest lato. Ciepło przyjemnie, zmierzam do pracy zająć się czyimiś dziećmi. Nagle pojawia się przede mną mężczyzna i mówi, ze muszę mu pomóc. Bardzo prosi. Idę za Nim. Wchodzimy na klatkę i drewnianymi, zakurzonymi schodami wchodzimy do mieszkania. Letnie słońce wpada do pokoju, ładnie urządzony, bez przepychu, ale i nie rustykalnie. Mężczyzna tłumaczy mi, że jest swego rodzaju androidem, robotem i ma w brzuchu smocze jajo. Błaga żebym mu to wycięła. Robi mi się słabo, pocę się, we śnie widzę własną bladą twarz, ale godzę się mu pomóc, sama nie wierząc w to co się dzieje. Biorę skalpel, (nie do końca wiem skąd się wziął) i gładko tnę od mostka do pępka. Rozwieram skórę, a pod nią tylko czerwona tkanka żadnych organów, tętnic, żył wszystko wypełniało niebieskie olbrzymie jajo. Wkładam ręce do brzucha i je wyjmuję. Android spocony i blady szepce do mnie "Dziękuję." i odpływa w nieprzytomność.
Zostaję z wielkim jajem w dłoniach czerwonych od płynów wewnętrznych androida. Jajo gdzieniegdzie ma grubszą skorupę, a gdzie indziej cieńszą. Boję się, że coś mu się stanie. Przypominam sobie o androidzie, ale on już siedzi tylko blady na krześle, żyje swoim nienaturalnym życiem, czarne gęste loki zlepia mu pot na czole. Wstyd mi, że nie zajęłam się Nim od razu, tylko poddałam się fascynacji nieznanym. Budzę się.
Zostaję z wielkim jajem w dłoniach czerwonych od płynów wewnętrznych androida. Jajo gdzieniegdzie ma grubszą skorupę, a gdzie indziej cieńszą. Boję się, że coś mu się stanie. Przypominam sobie o androidzie, ale on już siedzi tylko blady na krześle, żyje swoim nienaturalnym życiem, czarne gęste loki zlepia mu pot na czole. Wstyd mi, że nie zajęłam się Nim od razu, tylko poddałam się fascynacji nieznanym. Budzę się.
czwartek, 10 stycznia 2013
Ciuchy Nike
Pamiętam robienie zakupów. Wzięłam jajka. Potem zmiana. Idę nad Trasą Łazienkowską do metra z przyjaciółkami, próbuję im powiedzieć jak źle się ostatnio czuję, że już nie daję rady. Nikt mnie nie słucha. Jestem sama w tłumie. Biegnę, goni mnie Ala przebrana w ciuchy Nike'a, mijam Bada. Biegnę dalej. Dziwnie mi się biegnie. Wbiegam do lasu, Ala za mną i nagle jesteśmy w dziwnej sali. Wszyscy w ciuchach Nike'a, Myślę "Ja pierdolę". Ala jest, ale nie słucha, zmienia temat, tak jakby nie chciała, żeby jej ktoś potem powiedział, że jej nie było. Chcę umrzeć. Budzę się.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)