Dziś mi się śnił przyjaciel i może na tym zakończmy tą część snu, po za tym śniło mi się coś dziwnego w sumie sama nie wiem, czy to był sen na jawie, czy sen udający rzeczywistość. Wydawało mi się, że się rozbudziłam po poprzednim śnie, zobaczyłam to co zwykle po przebudzeniu i wielki dzban z olbrzymimi kwiatami. Były to jakieś dziwne kwiaty, bo kształtów różnych, a w kolorach tylko różowym i głównie fioletowym. Kiedy słońca odbite od szyb na przeciwko mojego pokoju na nie padło (do mojego pokoju słońce nigdy nie zagląda bezpośrednio) poruszyły się jak na filmie w przyśpieszonym tempie ożyły, otworzyły kielichy pełne żądzy ciepła. Oszalały, a ja patrzyłam się zadumana skąd u mnie takie ładne "żywe" kwiaty, bo przecież nikt ostatnio po za przyjaciółką na urodziny kwiatów mi nie dawał. Nagle tak samo jak otworzyły się ich kielichy, tak samo w przyśpieszonym tempie się zamknęły, jakby czymś wystraszone. Sama się zaniepokoiłam i się obudziłam.
wtorek, 28 lutego 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012
Karma
Ostatnimi czasy śniło mi się, że pies jak jadł suchą karmę, której mu nie dajemy, łamał sobie zęby i mu wypadały do tego śniła mi się kłótnia z Kamykiem, widać we śnie pociągnęłam kwestię której nie miałam czelność poruszyć na jawie i spełniły się we śnie tylko moje obawy, potem znowu mi się śnił, ale nie pamiętam teraz co to było, coś mówił do mnie, ale nie pamiętam co. To tak z ostatnich trzech dni.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Clint Estwood
Dziś we śnie kupowałam białe, dorodne grejpfruty. Były naprawdę zacne i musiałam je mieć, jak już je kupiłam, zaczęłam śnić film. Głównym charakterem był Ron Perlman, a Clint Eastwood grał małą rolę, acz istotną. Ron śmigał wszędzie na Harleyu i wyglądał groźnie używając "tego swojego spojrzenia". Cały w skórach, brudny od kurzu autostrad, jeździł tylko i wyglądał groźnie, aż w końcu spojrzał się tak na Clinta, który grał szefa jakiejś zapomnianej stacji benzynowej na pustyni. Clint spojrzał się na Niego "swoim spojrzeniem" i Perlman, skruszony zapłacił za benzynę, batonik i ruszył prędko w dalszą drogę. W tym miejscu sen mi się skończył... W sumie logicznie, bo filmy zawsze kończą się, gdy ktoś odjeżdża w stronę zachodzącego słońca.
niedziela, 19 lutego 2012
Sprytny design
Nie mogłam zasnąć, może dlatego, że miałam dziś rozmowę o pracę... Jak już zasnęłam to śniło mi się, że jestem u jakiejś starszej Pani w niesamowitym mieszkaniu. Różne odcienie zieleni szalały na ścianach, dywanach, meblach i ozdobach, wszystko było jak w pałacu tylko, że bardziej wymyśle i wzorzyste. Kiedy od Niej wyszłam, młode małżeństwo zaprosiło mnie do siebie, nie pamiętam czemu, może bez powodu i mieli dokładnie takie samo mieszkanie tylko, że w niesamowicie żywych odcieniach od ultramaryny po indygo, które jest prawie czarne. Przyszłam mi we śnie myśl do głowy, mianowicie taka, że aż dziw, czemu w takich mieszkaniach nie jest ciemno, ktoś musiał sprytnie rozmieścić oświetlenie i okna, bo pokoje były jasne i przyjemne. Jak wyszłam z kamienicy to się obudziłam z tego jakże estetycznego snu.
piątek, 17 lutego 2012
środa, 15 lutego 2012
wtorek, 14 lutego 2012
Bitwa
"Plac Zabaw", jestem ze znajomymi. Dobrze się bawimy, śmiejemy, słyszę śmiech Ukry i Petlona, rozglądam się i widzę ich i Jego. Siedzą nieopodal i się z czegoś śmieją. On leży na kurtce i też się śmieje jak Osioł ze Shreka... Widzi mnie, patrzę się z niesmakiem i odwracam wzrok, zajmuję się rozmową ze znajomymi. Podchodzi do mnie jakaś kobieta i mówi, że ma dla mnie informację. Pytam - O co chodzi?- odpowiada - Tamten Pan, który tam leży, zaprasza Panią, mówi że jak zrobi mu Pani loda to może być jak kiedyś - patrzę się na Nią bez wyrazu i myślę, czy jej za to zapłacił, czy przekonał, obie opcje są równie prawdopodobne, Fistaszek ma talent do przekonywania, że coś bez sensu ma sens... Wstaję. Wciągam powietrze. Idę w Jego stronę, ani szybko, ani wolno. Patrzę się szyderczo, wiem, że wszyscy patrzą - I co z tego? - myślę. W tym szalonym świecie, postanawiam być tym który zacznie apokalipsę. Popycham go i upada, wymierzam mocnego kopniaka w Jego nerkę. Klękam prawym kolanem na splocie słonecznym i lewą ręką uderzam w brzuch, mam nadzieję, że w wątrobę - Tyle pije, że to powinno zaboleć - wstaję i znowu kopię tym razem po żebrach. W końcu widać opuszcza go szok i po uderzeniu zbiera się bez tchu z ziemi i ucieka. Siadam na trawie i ze spuszczoną głową zaczynam płakać. Wydaje mi się, że jestem sama, że już nikogo nie ma na świecie. Rozumiem, że jeśli już Ci na kimś zależało to emocje tak łatwo nie odchodzą. Czas mało zmienia, usypia nas tylko, odpowiedni bodziec budzi wszystko. Podpaliłam cały świat, a teraz płonie na moich oczach, a mi jest dalej zimno.
Budzi mnie telefon.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Zjazd absolwentów i niekończąca się droga powrotna
Dziś byłam na dziwnej imprezie. Jechałam tam starym, ciemno zielonym suzuki ze znajomymi. Mijaliśmy dziwne skrzynki przy drodze, pełne różnych rzeczy, które mogłyby się przydać gdyby samochód padł. Mniejsza z tym, imprezą był zjazd absolwentów z mojego liceum, ale byli też inni ludzie, dziwne było to, że impreza była na olbrzymim lodowisku... Ja jednak nie mogłam znaleźć łyżew, żeby pojeździć, organizator nie oznaczył miejsc gdzie można by je znaleźć, czy włożyć... Stwierdziłam, że się zwijam. Przyjechałam za dnia, wiedziałam, że jak weszłam na lodowisko była noc, bo nad nim było niebo pełne gwiazd. Jednak jak wyszłam, znowu był ten sam słoneczny dzień, pełen szumiących liści na drzewach od powiewów przyjemnie chłodzącego wiatru. Zaczęłam iść do domu, który był baaardzo daleko. Nic nie jeździło, żadnego samochodu, nic. Byłam zupełnie sama i od czasu do czasu mijałam te skrzynki... Były w nich mapy drogowe, zapasowe koła, trójkąty, wszystko co może się przydać do podstawowych napraw samochodu, jednak nic co mogło by się przydać mi. Maszerowałam tak przez las brzozowy, wciąż daleko od domu i przypomniało mi się, że widziałam skrzynkę z dwoma parami łyżworolek. Gdy dotarłam do tej skrzynki podeszłam i rzeczywiście były tam rolki na mnie i mniejsze, raczej na dziecko. Jednak gdy podniosłam te odpowiednie dla mnie, spotkał mnie wielki zawód. Brakowało w jednej dwóch pierwszych kółek w drugiej jednego... Tak się nie da jechać. Poczułam się jakby wszystko było przeciwko mnie i poszłam dalej. Maszerowałam do końca lasu brzozowego, potem przez drogę z dwóch stron okalała wielka łąka. Słońce już nie było tak przyjemne, niemiłosiernie smażyło mnie na asfaltowej pustej drodze. Chciało mi się pić, doskwierała mi samotność i byłam wściekła na te rolki bez kółek. Do mojego domu było tak daleko, że stwierdziłam, że już nigdy tam nie dojdę. Wlekłam się i dalej nic się nie zmieniało, tylko skwar i pragnienie. Obudziłam się.
piątek, 10 lutego 2012
Żagle i cholerny Adolf
Sama już nie wiem gdzie ten sen się zaczął. Pamiętam, że byłam na żaglach, Bad był sternikiem i nie wiem jak, ale był z Nami Kruk, mój kolega z wakacji w Bystrzycy kłodzkiej. Kruk bardzo wyprzystojniał, pamiętam, że trochę sobie na Niego zerkałam z aprobatą. Płynęliśmy długo przez jeziora, dziwne jeziora, których nigdy tak naprawdę nie widziałam, możliwe, że nikt ich nie widział. Jeziora pełne czarnego żwiru, często byliśmy blisko dna, tak że obawialiśmy się osiąść na mieliźnie. Powietrze było w kolorze miodu lipowego, jednakże było w odróżnieniu od Niego rześkie i przyjemny zefir omiatał Nam twarze. W końcu zacumowaliśmy i chłopaki poszli się myć, w sumie to rozebrali się i zeskoczyli do wody. Wszystko widziałam i bez skrępowania podziwiałam. W końcu jakoś się zawstydziłam patrzenia się na jędrne pośladki Kruka i przeniosłam się we śnie.
Jestem w kuchni. Jest noc, zakradam się do lodówki na małe co nieco. Słyszę jak za murkiem na łóżku ktoś jęczy przez sen i nie jest to kobiece pojękiwanie... Gdzie matka? Zerkam ponad murek i widzę... Sama nie wierzę własnym oczom we śnie (w sumie całkiem logiczne), bo widzę Adolfa! tego samego, który mi się już śnił. Jest za długi na łóżko mojej matki, jest mu niewygodnie i stęka przewracając się z boku na bok. Patrzę na to dłuższą chwilę i wyobrażam sobie co by się stało gdyby się obudził. Znowu zawstydzona swoim "kolorowym" myśleniem we śnie budzę się. Po przebudzeniu myślę sobie, co ze mną dziś?
środa, 8 lutego 2012
Sauna i basen złe na sny
Kurcze... Wczoraj miałam bardzo ciekawy sen, ale zapomniałam od razu zapisać, a potem miałam tak wredny dzień, że zapomniałam o co tam chodziło, w tym śnie. Dziś nic mi się nie śniło, a do tego byłam na basenie i saunie oraz mam w planie wyjść wieczorem... Możliwe, że nici ze snów jutro... Cóż przynajmniej sprawdzę moją hipotezę na temat niepamiętania snów po męczącym dniu.
niedziela, 5 lutego 2012
Nie fikaj dziwaku
Hmm coś mi się wczoraj śniło, ale już zapomniałam, natomiast dzisiejszy sen pamiętam dobrze.
Weszłam do piwnicy, zapaliłam światło i zaczęłam iść w stronę mojej salki, gdy nagle zobaczyłam, że ktoś skrada się w nie oświetlonej części korytarza. Bez pytania, czy strachu rzuciłam się w stronę intruza. Gdy dobiegłam do Niego zaczął się cofać niezdarnie z rękoma wyciągniętymi w moją stronę. Byłam już pewna, że to ktoś obcy, był bardzo wysoki i chudy, twarz i ręce, które wystawały spod długiego ciemnego płaszcza, miał bardzo blade. Oczy wielkie i całe czarne. Spojrzałam się groźnie i dziwak zniknął. Stoją w nagle pustym półmroku korytarza zastanowiłam się - Czego mógł chcieć ten dziwny człowiek? - ale odpowiedź nie nadeszła, więc poszłam poćwiczyć w salce. Tam było tak zimno, że siedziałam w kurtce i zastanawiałam się jakby tu się rozgrzać. Jedno mi przyszło dość szybko do głowy... Jednakże nie mogłam się zdecydować, obawiałam się, że może przyjść Dąb z jakimś uczniem na lekcje, tak się tym frapowałam, czy "się rozgrzać", czy nie, że się obudziłam...
sobota, 4 lutego 2012
Muzyka z eteru
Dziś nic mi się nie śniło... Byłam zajęta nie spaniem, po za tym w nowych miejscach prawie zawsze nie mogę zasnąć, długo się oswajam, ale wczoraj miałam sen. Byłam na imprezie urodzinowej przyjaciółki nie wiedzieć czemu byliśmy na Agrykoli, zamiast w mieszkaniu. Mimo zimna i śniegu wszystkim było ciepło. Ja wstawiona we śnie, gdzieś szłam i zadzwonili znajomi z "K2" z innej imprezy powiedzieć pewnie jak się bawią i mnie pozdrowić. Jednakże nie mogłam ich usłyszeć, w telefonie bardzo głośno wybrzmiewała piosenka Tom'a Jones'a "Do You Think I'm Sexy". Najdziwniejsze było to, że muzyka nie była odtwarzana ani u mnie, ani u nich, wkradła się w telefon z eteru.
środa, 1 lutego 2012
MiszMasz
Sen był dziś bardzo zawiły. Najpierw przyszedł brat cioteczny, bo wyrzuciła go żona z domu. Był cały obszarpany, wychudły i jakiś taki zasuszony. Domagał się mojego pokoju, gdyż kiedyś był jego - Po tym jak przejął go po mojej matce - pomyślałam wrednie. Ogólnie łaził po mieszkaniu i mimo, iż wywalony od siebie, to żartował jak to on i miał całkiem niezły humor. We śnie zastanawiałam się, czemu nikt go nie zapytał dlaczego żona wyrzuciła go z domu, ale chyba nie wypadało zapytać... Zirytowało mnie to i zmieniłam scenerię, czasem mi się to udaje.
Biegnę, jest cudny poranek, świeci słońce, jest mi przyjemnie. Biegam po Warszawie, ale mojej Warszawie, zawsze jak śnię, że biegam w rodzinnym mieście to jest to ono, ale tylko z nazwy. Biegnę uliczkami, których w Warszawie nie ma, myślę o promieniach słońca na mojej twarzy, że zaraz przebiegnę koło kamienicy kolegi architekta. Myślę, że przecież normalnie kamienica Joe jest gdzie indziej, ale w sumie tu wygląda ładniej. Skręcam i biegnę jak zwykle tą samą małą uliczką, często ją widzę we śnie, ale nigdy na żywo jej nie widziałam. Wybiegam z uliczki na wał nad Wisłą, jest większy, wyższy, cały w zielonej trawie. Most jest, ale zupełnie inny, bardzo mi się podoba. Podziwiam go w biegu. W końcu się męczę, znowu robię zmianę scenerii.
Jestem na imprezie w jakimś mieszkaniu, jest ze mną Elsi, jej facet, Lorenzo i Adolf i jakiś sztuczny tłum, jak to na imprezie w moim śnie. Domówka całkiem niezła, śmiejemy się, pijemy. Robi się późno, a zabawa wre. W końcu Lorenzo mówi, że czas zmienić lokal, Elsi i jej facet jednak zostają, więc idziemy we trójkę z chłopakami. Po wyjściu Lorenzo stwierdza, że mu zimno, i że idzie do domu. Adolf mówi - Maryyy! Chodź do mnie! Zrobimy wołowinę i jeszcze cośdobrego, napijemy sięjakieswino! - jest wstawiony, mówi już bełkotliwie, ale się godzę, myślę - Wie bestia jak mnie skusić - i idę z Nim. Idziemy przez starówkę, ale taką z mojego snu, niby podobna do realnej, ale inna, podziwiam szerokie alejki pełne sztucznego światła. Po drodze coś mu odbija i się na mnie rzuca w akcie gwałtu, jednak ja się nie daję, jest zbyt pijany żeby dać mi radę. Podchodzi jakaś zaniepokojona dziewczyna, wysoka z długimi ciemno blond włosami w długim ciemno beżowym płaszczu zimowym i pyta - Co się stało, czy jakoś pomóc? - Adolf się uspokaja po jej pytaniu, widocznie nie zdawał sobie sprawy, że jest w miejscu publicznym. Z ulgą zabieram go do domu, po słonecznym bieganiu latem, przeniosłam się z powrotem w zimę i nie mogę go zostawić pijanego w taki mróz.
Jesteśmy już u Niego, oczywiście nie tak w rzeczywistości wygląda Jego mieszkanie, przeniosłam go w śnie do ładnej kamienicy, wystrój jest nieco staroświecki, ale przyjemny. Kładę go na łóżko, znowu mu odbija. Ciągnie mnie za sobą, wiem czego chce, ale nie mam ochoty. Wyrywam mu się, ale chyba już nabrał sił. Nie wiem co zrobić zaczynam się bać. W końcu decyduję się zrobić coś dziwnego, nie wiem skąd mi to przyszło do głowy, wierzę tylko w siłę wyższą, nie jestem chrześcijanką, ale szybko nakreślam mu krzyż na czole, ustach i sercu. Ku mojemu zdziwieniu od razu Adolf przestaje się rzucać i zamyka oczy. Zasypia, kiedy oddycha już miarowo, przytulam się do Niego na wąskim łóżku i sama zasypiam, Kiedy już zasnęłam we śnie obudziłam się do prawdziwego życia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)