Dziś byłam na dziwnej imprezie. Jechałam tam starym, ciemno zielonym suzuki ze znajomymi. Mijaliśmy dziwne skrzynki przy drodze, pełne różnych rzeczy, które mogłyby się przydać gdyby samochód padł. Mniejsza z tym, imprezą był zjazd absolwentów z mojego liceum, ale byli też inni ludzie, dziwne było to, że impreza była na olbrzymim lodowisku... Ja jednak nie mogłam znaleźć łyżew, żeby pojeździć, organizator nie oznaczył miejsc gdzie można by je znaleźć, czy włożyć... Stwierdziłam, że się zwijam. Przyjechałam za dnia, wiedziałam, że jak weszłam na lodowisko była noc, bo nad nim było niebo pełne gwiazd. Jednak jak wyszłam, znowu był ten sam słoneczny dzień, pełen szumiących liści na drzewach od powiewów przyjemnie chłodzącego wiatru. Zaczęłam iść do domu, który był baaardzo daleko. Nic nie jeździło, żadnego samochodu, nic. Byłam zupełnie sama i od czasu do czasu mijałam te skrzynki... Były w nich mapy drogowe, zapasowe koła, trójkąty, wszystko co może się przydać do podstawowych napraw samochodu, jednak nic co mogło by się przydać mi. Maszerowałam tak przez las brzozowy, wciąż daleko od domu i przypomniało mi się, że widziałam skrzynkę z dwoma parami łyżworolek. Gdy dotarłam do tej skrzynki podeszłam i rzeczywiście były tam rolki na mnie i mniejsze, raczej na dziecko. Jednak gdy podniosłam te odpowiednie dla mnie, spotkał mnie wielki zawód. Brakowało w jednej dwóch pierwszych kółek w drugiej jednego... Tak się nie da jechać. Poczułam się jakby wszystko było przeciwko mnie i poszłam dalej. Maszerowałam do końca lasu brzozowego, potem przez drogę z dwóch stron okalała wielka łąka. Słońce już nie było tak przyjemne, niemiłosiernie smażyło mnie na asfaltowej pustej drodze. Chciało mi się pić, doskwierała mi samotność i byłam wściekła na te rolki bez kółek. Do mojego domu było tak daleko, że stwierdziłam, że już nigdy tam nie dojdę. Wlekłam się i dalej nic się nie zmieniało, tylko skwar i pragnienie. Obudziłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz