Miałam dziś dobry sen, szkoda, że tak realny, a jednocześnie tak nierealny. Śniło mi się, że jest wiosna już, że w sąsiedniej klatce jest nowy sąsiad. We śnie wszystko poszło tak szybko, pamiętam, że mnie do siebie zaprosił, gadaliśmy sobie i nagle jakoś z mojej zimnej, poddanej samotności osoby wypłynęła podejrzliwość, coś zaczęło się we mnie dziać. A ten sąsiad zaczął mówić, że coś tam słyszał co ja o Nim myślę, że jest "lanserem", modnisiem i nawet przystojny, ale dziwny jakiś. Powiedział, że tak, ale że też bywa inny, że jest modelem i dlatego często wraca taki "wylansowany" i że przecież jak z Nim rozmawiam to chyba widzę, że jest inny. Bum! Olśniło mnie! Przekonuje mnie do siebie, pewnie mu się podobam, ale... oj już go lubię.
Flash! Błysk! Jesteśmy już razem, wpadam z przyjaciółmi Izzim, Natką, Twinkami i ich nierozłącznym kompanem do hmm, we śnie wiem jak ma na imię, ale nie wymawiam tego ani razu, więc nie wiem jak ma na imię, i pomagamy mu w porządkach. Wyglądamy na szczęśliwych. Wszystko jest takie normalne... W realnym świecie nigdy nikogo takiego nie widziałam. Skąd on wziął mi się w głowie? Tylko mi smutno po tym śnie, właśnie staram się być sama ze sobą i bólem ósemki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz